Scroll down :)

Wszystkie kategorie i obserwatorów znajdziesz na samym dole.
All categories, translator and followers you will find at the bottom.

środa, 14 lutego 2018

Jestem bardzo uparta! ♥

Dziś walentynki, większość par idzie na kolację, do kina lub spędzają razem cudowne chwile. A ja co, pod kołdrą z ciepłą herbatą i co 12 godzin przyjmuję antybiotyk, i tyle z tego mojego romantyzmu. Ale może przenieśmy się kilka dni wcześniej. W piątek 9 lutego umówiłam się z koleżankami z liceum, a później z znajomymi z pracy na popołudnie/wieczór. Nic w tym dziwnego gdyby nie to że tego dnia rozpoczęła się moja choroba. Puby w krakowskich piwnicach są bardzo klimatyczne, imprezy tam są niesamowite, jednak zimą temperatura w niektórych miejscach osiąga wartości wręcz ujemne. Tak bardzo wymarzłam, a dodatkowo było głośno więc każdy zaczynał mówić głośniej, że mój organizm zwariował. Byłam w szoku bo przez ostatnie tygodnie biegałam w temperaturach ujemnych, czasami nawet bez szalika, wychodziłam z wilgotnymi włosami z siłowni czy chodziłam bez czapki i nawet kataru nie złapałam. Ale po co pisze o tym wszystkim, a no to jest wstęp do wytłumaczenia wam czemu jestem aż tak uparta. Całe moje treningi skupiły się teraz na tym aby przygotować się do biegu na 5 kilometrów. A chodzi tu o bieg walentynkowy który odbył się 11 lutego. Był on moim celem na rok 2018, jak pozostałe 2 biegi które też mam zamiar przebiec, a tak naprawdę może być ich z 5! Ale wróćmy do historii, w sobotę obudziłam się z przeraźliwym kaszlem, problemem z oddychaniem i gorączką, której nie miałam już ponad rok. Panika, bo w niedzielę bieg, a tu się szykuje dość poważna choroba. Mama pojechała do apteki i kupiła, theraflu ekstra grip, calcium, rutinoscorbin, czosnek w kapsułkach, neosine i syrop prawoślazowy który uwielbiam. W domowej apteczce znalazłam jeszcze supremin - syrop na kaszel. I zaczęłam swoja kurację, nie było wcale lepiej, temperatura ciągle rosła, kaszel nie przestawał męczyć. Zaczęłam więc szukać kogoś na moje miejsce. A dlaczego? Bieg walentynkowy to bieg par, więc jeżeli ja bym nie pobiegła to i mój chłopak by nie mógł biec. Było mi bardzo żal tych miesięcy przygotowań, poświęconego czasu i też bardzo chciałam spełnić ten cel. Niestety żadna z koleżanek nie dała radę mnie zastąpić więc jasno sobie powiedziałam - pobiegnę! Zażyłam kolejna garść leków i poszłam spać, przynajmniej próbować. W niedzielę obudziłam się bez gorączki, i tylko tyle się poprawiło. Rodzice nie byli zadowoleni z mojego postanowienia biegu, ale nikt nie mógł mi tego wybić z głowy. Ubrałam się i pojechaliśmy do parku Jordana. Damian porozmawiał z organizatorem i dowiedział się że możemy przebiec jedno okrążenie, ogólnie bieg składał się z czterech okrążeń po około 1,2 kilometra. I możecie się tutaj ze mnie śmiać, ale to był najdłuższy kilometr mojego życia. Na miejscu dostałam strasznego kataru, w biegu nie mogłam złapać oddechu i okropny ból gardła. Tak to też było mądre z mojej strony, bo mogłam się nabawić zapalenia oskrzeli czy płuc. Ale czego się nie robi dla pasji. Przetruchtaliśmy prawie cały kilometr, pod koniec już szliśmy bo nie mogłam złapać oddechu. Ale udało się! I teraz obiecuje sobie, tydzień przed każdym biegiem nigdzie nie wychodzę, a jak już mam gdzieś iść to tylko do ciepłego miejsca!

A teraz wracam do kurowania się i udanych walentynek!



niedziela, 21 stycznia 2018

Weganizm

W tamtym roku zaczęłam moja serię na temat różnych diet, nie chcę z niej rezygnować, ponieważ nadal ten temat mnie interesuje, dziś chciałabym poruszyć temat weganizmu.
Dieta wegańska, czyli ścisły wegetarianizm zakłada wykluczenie z diety mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie jest to tylko dieta, a styl życia, ponieważ większość osób która przechodzi na weganizm, walczy także o zwierzęta, o to aby nie testować na nich kosmetyków czy poprawić jakość ich życia. Miłośnikami tej diety stają się także osoby które chcą schudnąć lub poprawić swój stan zdrowia.

Weganie jedzą produkty tylko pochodzenia roślinnego, u podstawy ich piramidy żywieniowej znajdują się produkty na bazie zbóż, środkową część stanowią rośliny strączkowe, orzechy, grzyby, rośliny oleiste i glony morskie. Znajdują się też tam zamienniki mleka krowiego czy koziego, takie jak mleko sojowe, ryżowe, kokosowe, migdałowe, a także zamienniki sera – tofu. Na szczycie piramidy znajdują się produkty które warto ograniczać, ale nie wykluczać z diety, takie jak cukier, kawa oraz herbata. Miód to produkt którzy niektórzy weganie stosują w swojej diecie, a inni nie ponieważ twierdzą, że to też jest produkt odzwierzęcy.

Jeżeli jesteście bardziej zainteresowani tym tematem to zapraszam na ten blog, gdzie znajdziecie więcej ciekawych informacji -> VEGAN ISLAND

Chciałabym Wam tutaj pokazać filmik Juszes, która komentuje filmik na temat weganizmu, mówi w nich o takich podstawach wiec warto obejrzeć. Na jej kanale znajdziecie także dużo wegańskich przepisów.


niedziela, 14 stycznia 2018

VITAMASQUES Bamboo Charcoal

Ostatnio poszalałam na zakupach pielęgnacyjnych w hebe. Mieli duże promocje na maseczki więc skusiłam się na kilka. Stwierdziłam że warto opisać moje odczucia po użyciu każdej z nich, ponieważ później sama dla siebie będę wiedzieć co mi się sprawdziło a co nie.

Na pierwszy rzut idzie VITAMASQUES Bamboo Charcoal Detoxifying + Pore Tightening
Maska do twarzy na tkaninie – Węgiel z bambusa, Detoks & zmniejszenie porów

Sposób użycia: Nanieś na oczyszczoną skórę twarzy, odczekaj 20 minut, ściągnij maskę i dokładnie umyj skórę twarzy. Unikaj kontaktu z oczami. Dla lepszego efektu stosuj 2 razy w tygodniu.

Bardzo zdziwiło mnie to że po ściągnięciu maski mamy dokładnie umyć twarz a nie jak w każdej pozostawić do wyschnięcia. Najbardziej skusiło mnie w niej że producent obiecuje zmniejszenie porów, a to ostatnio mój ostatni problem.

Cena: 12.99 zł ( nie pamiętam jaką miała regularna cenę ale pewnie do 17 zł)

Zapach jest delikatny, lecz wyczuwalny podczas noszenia, najważniejsze jest to że nie drażni oczu co przy niektórych maskach się zdarza. Maska podczas trzymania jej nie zsuwa się z twarzy, przykleja się bardzo fajnie, nie odkleja się od brody, więc można spokojnie w niej robić inne rzeczy a nie leżeć w bezruchu przez 20 min. W ciągu tych 20 min czuć lekkie ściągnięcie skóry pod maską, jest też lekkie uczucie chłodu i minimalne mrowienie jednak nie powoduje dyskomfortu.

Po ściągnięciu maski skóra była dość zimna, czy pory zmniejszone, trudno mi to powiedzieć, ale zapewne przy dłuższym zastosowaniu można zauważyć efekty. Maska po ściągnięciu sama w sobie nie pachnie za ładnie, kojarzy mi się wręcz z zapachem farby do włosów. Co do oczyszczenia, skóra jest gładka jednak nie jest nawilżona bo suche skórki nadal są, na brodzie miałam jeden wyprysk który lekko się uspokoił po maseczce, wiec można stwierdzić że detox działa. Myślę że będę do tej maseczki wracać, jednak najpierw przetestuję resztę.



niedziela, 7 stycznia 2018

2018!

Nowy rok, nowa ja!
2017 wspominam bardzo pozytywnie: 3 razy pojechałam nad morze, pobiegłam w 2 biegach, kupiłam zestaw do manicure hybrydowego.
Plany na 2018 mam jeszcze większe zaczynając od przebiegnięcia w minimum 3 biegach, a jak dobrze pójdzie w 5,trenować,  rozpocząć wymarzoną pracę, oszczędzać, więcej czytać i wiele wiele innych. Jak dobrze pójdzie i wena nie zawiedzie to może i tu da się wrócić!

Mam nadzieję że rok 2017 był dla Was udany a 2018 przyniesie nowe możliwości!


PS. Pozdrawiam Sebastiana :D

środa, 25 października 2017

Nowy początek!

Kiedy żyjesz na pełnych obrotach i wchodzisz w stan rutyny, to Twoim największym marzeniem jest się wyspać, a nie wstawać o 5 rano. Gdy nadchodzi upragniony dzień wolny i dzień wcześniej nastawiłeś budzik na 9. Budzisz się o 8 i zaczynasz biegać po domu w amoku, że Ty już dawno miałeś być na drugim końcu miasta. Wtedy wiem, że popadam w tą straszną rutynę. Rutynę, która obejmuję pracę – dom – uczelnię. A kiedy jakieś przyjemności? Choć pogoda już nie rozpieszcza, znajdzie się czas na przejechanie 25 km na rowerze, na lody, na kino.

Od 1 października żyję w takiej rutynie. Ostatnio nawet, gdy nie zrobię sobie drzemki po południu jestem chodzącym zombie, a mój organizm mści się wtedy różnymi boleściami. Ostatnio na zajęciach oglądałam film, na którym Paula Scher mówiła o tym jak doszła do swojego celu. Jak w ciągu całej swojej kariery nienawiść do jednej rzeczy przeistoczyła w swój sukces. I to mnie pociągnęło do rozmyślań. Prowadzę bloga już tyle lat, miał on swoje wzloty i upadki, ale czy warto całkiem z niego rezygnować. Wystarczy wykorzystać to, co wiem, nauczyć się nowych rzeczy, doszkolić i można ruszyć z kopyta. Długo myślałam też o współpracowniku a raczej o współtwórcy. Stwierdziłam, że ktoś taki jest mi potrzebny abyśmy się wzajemnie motywowali. Czuje potrzebę pisania do Was, wbrew pozorom, naprawdę to lubię. Pomysły przychodzą, odchodzą. Tematyka mojego bloga też nie jest jasna, ale to lubię. Piszę o tym co mnie cieszy, smuci, co mnie interesuje i co robię. Dlatego właśnie trudno mi znaleźć osobę, która będzie chciała znaleźć się w tym moim zwariowanym świecie.

Na pewno nie będę obiecywać regularnie pojawiających się postów, traktuje ten blog jako pamiętnik. Nadal będę się rozglądać za osobą która mi pomoże to wszystko ogarnąć. I w planach mam też poprawić wygląd bloga, ale żeby to zrobić muszę się jeszcze dużo nauczyć!





czwartek, 27 lipca 2017

Vlogi

Znowu stałam się tu mniej aktywna, ale na moim i mojego chłopaka kanale staramy się dodawać filmiki po większych wydarzeniach. Znajdziecie tam teraz filmik z 17. Parady Smoków, którą od kilkunastu lat staram się zawsze oglądać na żywo. Zrobiliśmy także vlog z naszego czterodniowego pobytu nad morzem w czerwcu. To właśnie o tym mówiłam w poprzednich postach. Najnowszy filmik jest relacją z weekendu w Krynicy-Zdrój, gdzie postanowiliśmy odpocząć i się zrelaksować. W sobotę lub w przyszłym tygodniu, możecie wyczekiwać tam na nowy filmik! Zapraszamy!



sobota, 24 czerwca 2017

Marmur + fiolet



Na początku czerwca postanowiłam zrobić sobie hybrydy. Poszłam do mojej koleżanki z pracy, która robi prześliczne paznokcie.


Paznokcie robiłam 7 czerwca, dzień przed wyjazdem nad morze. Specjalnie robiłam je tak późno żeby nie zniszczyć ich w pracy.  Od początku roku to były moje pierwsze hybrydy, a nawet pierwszy raz, kiedy zrobiłam coś z paznokciami nie licząc obcinania. I to chyba też miało wpływ na trwałość hybryd. Całe 4 dni które spędziłam nad morzem, paznokcie trzymały się dobrze, kilka mi odprysnęło, niektóre musiałam przypiłować. Na pewno paznokcie, na których miałam motyw marmuru były słabsze.  Zaraz po powrocie, gdy wróciłam do pracy paznokcie odpryskiwały jeszcze bardziej. Musiałam je skracać, ale cóż taka praca. Jednak pewnego dnia, gdy chciałam na raz przenieść więcej rzeczy zaczęły mi one lecieć i jeden z wieszaków pociągnął mi mały paznokieć, aż tak że go złamał. Na zdjęciu widać, w którym miejscu dokładnie i zaraz po ściągnięciu zobaczyłam, że nie mam połowy paznokcia. Ściągałam je 19 czerwca. Co do odrostu to nie był aż tak duży, ale wolałam je ściągnąć żeby nie połamać ich bardziej.

Po zrobieniu sobie tych paznokci zaczęłam szukać po stronach internetowych zestawów startowych do robienia hybryd. Coraz bardziej wkręcam się w ten temat. Mam nadzieję, że gdy odrośnie mi mój paznokieć zrobię sobie kolejne.