Scroll down :)

Wszystkie kategorie i obserwatorów znajdziesz na samym dole.
All categories, translator and followers you will find at the bottom.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Życie na studiach

Ostatnio piszę posty z własnymi przemyśleniami, najlepiej mi się je teraz pisze. Dziś wpadłam na pomysł kilku rad dla przyszłych studentów. Wiec jest to głównie skierowany post do osób, które zdecydowały się na dalszą edukację. Oczywiście, każdy ma inne zdanie i moje rady nie każdemu mogą odpowiadać.
Mogę śmiało powiedzieć, że przeżyłam już rok na uczelni. Na pewno wszystkich rozumów nie pozjadałam. Ale opowiem Wam taką moją mała historię…
W liceum byłam na profilu humanistycznym, z historia zawsze było ciężko, chociaż w gimnazjum miałam te 6 i 5, ale liceum przerosło mnie odnośnie historii. Z językiem polskim było dobrze, lubiłam ten przedmiot, interesował mnie, nie sprawiał mi wielkich trudności. Matematyka, jak to matematyka, raz było dobrze raz było tragicznie, ale o niej chciałabym powiedzieć więcej. W pierwszej klasie modliłam się aby zdać, naprawdę, ledwo co wyciągałam na 2. Nauczycielkę miałam naprawdę dobrą, nie mogę na to narzekać, ale sama w sobie nigdy nie mogłam zapamiętać materiału z lekcji. W drugiej klasie, gdzie już temat matury owijał się bez końca na lekcjach, pani nam powiedziała o rozszerzeniach. Nigdy nie pomyślałabym wtedy o rozszerzeniu z matematyki, do czasu aż nauczycielka nie powiedziała „Znam humany które piszą maturę rozszerzona z matematyki na 80%.”. To obudziło we mnie chęć bycia takim „humanem”. Rodzice załatwili mi korepetycje z matematyki i ruszyłam z kopyta. Tak skończyłam drugą klasę liceum z 4 z matematyki. Klasa maturalna to było istne apogeum. Zmiana nauczycielka z matematyki (szczerze, na lepszego), masa materiału, powtórek, sprawdzianów, próbne egzaminy. Do tego wzięłam na siebie trzy rozszerzenia, z polskiego, angielskiego i właśnie z matematyki! W tygodniu dodatkowo dwa razy miałam korepetycje z angielskiego jak i z matematyki. A w soboty jeździłam na cztery godziny do kolegi na naukę matematyki. Ogólnie mówiąc nie wiedziałam co to sen i wolny czas. Jedyne co to moim odpoczynkiem były treningi które dawały mi dużo energii i pozwalały mi się wyciszyć.  Maturę zdałam, udało się ale stwierdziłam że mogłoby być o wiele lepiej, i że poświęciłam zbyt mało czasu na naukę. Później składanie papierów na studia. Składałam na takie kierunki i uczelnie jak: Akademia Górniczo Hutnicza – kierunek: zarządzanie, Uniwersytet Ekonomiczny – kierunek: Rachunkowość i Controlling, Politechnika Krakowska: kierunek: Matematyka ze specjalizacją: w finansach i ekonomii oraz Uniwersytet Pedagogiczny – Kierunek: Administracja. Z tego wszystkiego dostałam się na politechnikę i uniwersytet pedagogiczny. Wybrałam Politechnikę ponieważ stwierdziłam że to będzie lepsze. Chociaż czasami po kolokwiach sobie mówię „Trzeba było iść na administracje”. Radość była nie do opisania po tym jak się dostałam na Politechnikę. Stwierdziłam że jak już się udało to będę się uczyć, bo to jest to co kocham, co mnie interesuje. Pierwszy semestr był ciężki, szczerze – nie radziłam sobie. Miałam duże braki z liceum. Nie znałam wszystkiego, tempo które narzucała uczelnia mnie przytłaczało, bo nie nadążałam z nadrabianiem i uczeniem się nowych rzeczy. Sesja zimowa to był dla mnie ciągły stres. Włosy leciały z głowy garściami, nie chciałam nic jeść. Ale udało się zdać, co zawdzięczam moim koleżankom (Monia i Anita – kocham Was) ponieważ pomogły mi w nauce – DZIĘKUJĘ <3. Drugi semestr, chciałam przysiąść od początku i naprawdę to wychodziło, do czasu pojawienia się kolejnych braków z liceum w postaci pochodnych funkcji. Zaraz materiał z całek, do tego niezrozumiała przeze mnie topologia.  Pierwsze terminy egzaminu z analizy i topologii przepadły ponieważ nie dostałam zaliczenia (nie, nie wstydzę się o tym mówić). Jedyne co to z algebry miałam zaliczenie, przed egzaminem przysiadłam, bardzo mocno, robiłam zadania, uczyłam się, chciałam zdać. Poszłam na egzamin z myślą „umiem, rozumiem, zdam”. Myślałam że zdałam, jednak zabrakło 10% czyli tak naprawdę kawałka zadania (ponieważ mamy liczone zadania z algebry na procenty, a nie na punkty), jeden mały błąd we wzorze, który wiem że zrobiłam, co spowodowało że nie zdałam. Gdy zobaczyłam wynik i to że oblałam, szczerze usiadłam na łóżku i się rozpłakałam. Po prostu z bezsilności, z tego że wrzesień i 6 egzaminów (3 ustne i 3 pisemne), że wiem że nie będzie łatwo, że całe wakacje z książkami. Ale jeżeli się piwa naważyło to trzeba je wypić!

Tak to była moja historia, która chciałam Wam tu napisać, jeżeli to przeczytałeś to jestem pełna podziwu! Dziękuje ;)

Ale teraz przejdźmy do sedna sprawy! Jeżeli wybrałeś już studia, bo jak dobrze się orientuje (mój chłopak składał papiery) czas na składanie deklaracji był do 10/11 lipca. Mam dla Ciebie kilka rad dotyczących uczelni i studiów:
- Składaj na to co cię interesuje, nikomu nie będzie się chciało uczyć przez 5 lat rzeczy które są dla Ciebie bez sensu.
- Mierz siły na zamiary, każdy chce dobrze zarabiać na stanowisku takim jak lekarz czy prawnik (dobrze wiemy że te studia mogą to zagwarantować, podkreślam mogą), ale jeżeli weźmiemy za dużo na siebie możemy temu nie podołać.
- Zadaj sobie pytanie: czy będę w stanie poświęcać niektóre weekendy na naukę gdy będzie taka potrzeba? Czy będę mógł zrezygnować z przyjemności na rzecz nauki? Oczywiście to nie jest zawsze i to nie jest obowiązkowe, każdy jest inny, ale staram się to jakkolwiek uogólnić.
- Czy jestem obowiązkowy i będę pojawiać się na zajęciach? Jeżeli jesteś osobą której nie chce się wstawać na 7.30, codziennie pojawiać się na zajęciach, robić notatki. Oczywiście też nie trzeba, chociaż niektóre uczelnie narzucają sobie obecność obowiązkową. Ale czy jest sens studiować i nie chodzić na wykłady czy zajęcia – według mnie nie ma.
- Chęć do nauki, to jest coś bez czego według mnie nie da się obejść na studiach, powinieneś chcieć zgłębiać, uczyć się nowych rzeczy
- Rób to dla siebie, nie da znajomych, rodziców, dziadków, chłopaka/dziewczyny, rób to tylko i wyłącznie dla SIEBIE.

Mam nadzieję że nie wyśmiejecie mnie za to co napisałam. Jeżeli macie wokół siebie kogoś, komu ta historia albo te rady pomogą, podeślijcie mu/ jej link, nie chodzi o reklamę, po prostu chciałabym, aby te słowa pomogły komuś, kto zastanawia się czy dobrze wybrał/ wybiera.

3 komentarze:

  1. Przypomniałaś mi moje męki na studiach :) i choć nigdy nie miałam poprawek, to zdarzało mi się oblać zerówkę... i to z błahych powodów, bo np. z historii literatury mieliśmy babkę bardzo wymagającą, więc kułam to, co było trudne i skomplikowane, a ta gadzina dała wszystko najłatwiejsze... Wszyscy oblali, ja też. Wściekła wróciłam do domu, popłakałam sobie 1,5h i nauczyłam się już wszystkiego, bez wyjątku.
    Pamiętam jak były chwile, kiedy płakałam i uczyłam się. Tak bardzo było mi ciężko... ale teraz wiem, że warto było, bo jestem świetnym nauczycielem :)
    Życzę powodzenia na poprawkach i wytrwałości w nauce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo prawdziwy post. Szczerze to mam nadzieję, że zdasz we wrześniu i następne lata będą tylko lepsze :) Ja już dawno studia mam za sobą, ale mogę się pod pisać pod tym postem: idźcie na coś, co was interesuje. Nie wiecie co was interesuje? To nie idźcie na byle co. Naprawdę, to nie ma sensu. Lepiej ten rok poświęcić na pracę, rozwój i na przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Studia to dla mnie koszmar, mama chce abym zaczęła kolejne od września/października, a ja co? Nie dziękuje, bo żaden kerunek w tym kraju mnie nie interesuje, gdyby nie zdrowie pewnie skończyłabym właśnie wymarzoną reżyserię dźwięku, a Warszawa czy Poznań tutaj - podziękuje, mam wrażenie, że wykładowcy w Polsce to świry.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz sprawia mi radość :)
Niemiłe i obraźliwe komentarze będą usuwane.
Anonimie - podpisz się :)
Dziękuję za każdy komentarz i za każdą obserwacje ;D

Pozdrawiam, Asia :P